Wasze śluby — boho marzenie Elizy i Pawła

Po krótkiej przerwie, z ogromną radością powracamy z kolejnym wpisem z serii Wasze Śluby! Niedawno wspominaliśmy niektóre z przepięknych relacji ślubnych naszych czytelniczek, które nie tylko inspirowały, ale często równocześnie wzruszały inne dziewczyny przygotowujące się do tego wielkiego dnia. Tym razem swoją niezwykle ciekawą historią i wspaniałymi ujęciami podzieliła się z nami Eliza, której przedślubne przygotowania nie wyglądały tak kolorowo, jak zakładała perfekcyjna panna młoda… Zresztą, zobaczcie i przeczytajcie sami!

Zobacz także: Wasze śluby — Roma i Mateusz poznali się przez internet… po raz drugi!

Na wyciągnięcie ręki

Marzyłam o tym dniu od czasu, kiedy byłam małą dziewczynką.

Jesteśmy wychowani na tym samym podwórku, ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Tak naprawdę nie lubiliśmy się, gdy byliśmy dziećmi, uczucie przyszło wraz z okresem dorastania i opuszczenia rodzinnego miasta. Dziś jesteśmy razem już dziewięć lat i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.

Zaręczyny nie były żadnym ekscentrycznym, zjawiskowym wydarzeniem. Za oknem była burza, po mocnej kłótni Paweł zdobył się na ten gest i pierścionek.

Ta chwila sprawiła, że byliśmy już pewni, że chcemy się razem zestarzeć.

Mieszkaliśmy za granicą. Nasze życie było dosyć zawirowane, przez dłuższy czas mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii, potem w Danii. Większość przygotowań odbywała się na odległość, ale przykuwałam nie mniej uwagi do detali niż Panny Młode, które skrupulatnie organizują wszystko na miejscu. Założyłam bloga, gdzie relacjonowałam przygotowania i odliczałam dni do ślubu.

Spełnianie marzeń

Mimo, że pochodzimy z jednej miejscowości, wspólnie zdecydowaliśmy się na ślub z dala od rodzinnego miasta. Wybraliśmy mały ceglany kościółek w Giedlarowej oraz industrialny Stary Młyn w Dębnie koło Leżajska. Właściwie to była jedyna sala, którą obejrzeliśmy, ale kiedy dotarliśmy na miejsce wiedzieliśmy, że to tutaj będziemy celebrować nasze wesele. Rodzice i goście początkowo chyba nie byli zachwyceni pomysłem wesela daleko od domu rodzinnego.

Obdarzyli nas jednak zaufaniem i byli zachwyceni organizacją i efektem końcowym w dniu ślubu.

Dekoracjami oraz kwiatami również postanowiliśmy zająć się wspólnie z najbliższymi. Wiedziałam, czego chcę i miałam skromne doświadczenie w pomocy florystycznej na kilku weselach wcześniej. Mieszkając w Danii, zakochałam się w stylu skandynawskim, dlatego też postawiłam na szarość i złoto. Metalowe dodatki w połączeniu z delikatnymi białymi piwoniami dopełniały całość.

Zobacz także: Wasze śluby — włoskie dolce vita Natalii i Mateusza!

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

Niestety w piątek przed ślubem wszystko było nie tak jak powinno.

Ktoś odmówił przybycia w ostatniej chwili, ktoś inny nie dojechał, kwiaty przyjechały dopiero na wieczór, kierowca busa wycofał się, a ksiądz, który miał prowadzić mszę świętą, okazało się, że ma pilny doroczny odpust. Czasu było coraz mniej, ale na szczęście mnóstwo chętnych rąk do pracy. Rodzice, rodzeństwo i ich drugie połówki, świadkowie – to najbliżsi, którzy do drugiej nad ranem pletli z nami girlandy na stoły, przygotowywali bukiety dla druhen, ciasta, słodki stół, a nawet kościół w dzień ślubu. Sami nie zdołalibyśmy tego ogarnąć. Teraz z przyjemnością wspominamy tę współpracę i czasem żartujemy sobie, że powinniśmy założyć rodzinną firmę kompleksowo organizującą wesela.

W sobotę było niemal idealnie, panował jakiś wszechobecny spokój mimo natłoku obowiązków. Każdy miał swoją rolę i wiedział, co robi. Planowo nie chciałam, by Paweł zobaczył mnie w sukni przed ślubem, na błogosławieństwo przygotowałam więc sukienkę, która ma niespełna 30 lat. To sukienka mojej mamy ze ślubu cywilnego. Delikatnie przerobiłam starodawne bufki w hiszpankę z falbaną. Reakcja mamy mówiła sama za siebie.

Tata również uronił łzę, zaprowadzając mnie pod ołtarz.

 To był dzień pełen emocji, radości, łez, przede wszystkim szczęścia, że Ci najważniejsi mogą uczestniczyć w takiej chwili naszego życia. Co więcej, mój dziadzio ze względu na zdrowie i wiek odmówił nam przybycia na długo przed planowanym weselem, jakaż była moja radość, kiedy wchodząc do kościoła, dostrzegłam go w tłumie. Okazało się, że mąż mojej siostry rano wyruszył w trasę, bo dziadzio zdecydował się w ostatniej chwili. To były naprawdę magiczne chwile.

Moc wspomnień

Po ślubie wraz z gośćmi wyruszyliśmy na salę weselną. Na pierwszy taniec wybraliśmy nietypowy kawałek tanga argentyńskiego Por una Cabeza Carlosa Gardela. Dla gości postawiliśmy na zespół Get up Cover Band, który uświetnił zabawę do samego rana.

Gdybyśmy mieli przeżyć ten dzień raz jeszcze, chcielibyśmy by wyglądał dokładnie tak samo.

 Z wszystkimi niedociągnięciami, emocjami, które sprawiły, że był tak bardzo prawdziwy i nasz. Dzięki White Bunny, którzy uchwycili ten dzień na zdjęciach, wracamy do niego, kiedy tylko mamy ochotę przy porannej kawie.

Gorąco zachęcamy Was do dzielenia się pięknymi relacjami z Waszego ślubu i wesela! Wszystkie szczegóły akcji poznacie tutaj.

Czekamy na Wasze wiadomości!

Przeczytaj podobne wpisy o tej samej tematyce

To również cię zainteresuje

Wszelkie pytania, uwagi i propozycje dotyczące funkcjonowania serwisu
weddingdream.com
proszę kierować na adres: redakcja@weddingdream.com

Wedding Dream – Izabela Janachowska – Jabłońska | Copyright 2014-2019 | Polityka prywatności