Traktujmy partnera jak przyjaciela, a nie jak wroga – wywiad z Katarzyną Miller

Traktujmy partnera jak przyjaciela, a nie jak wroga - zdjęcie 1

Katarzyna Miller to najbardziej znana polska psycholożka! O tym czego możemy nauczyć się czytając bajki dla dzieci, jak budować związek oparty na zaufaniu i jak rozmawiać z partnerem, by zostać dobrze zrozumianym, rozmawiamy z okazji ukazania się nakładem Wydawnictwa Literackiego poradnika dla kobiet, ale i mężczyzn – Droga Kasiu, jak żyć lepiej?

Przeczytaj także pierwszą część wywiadu z Katarzyną Miller — Jak żyć lepiej w związku?

  • fot. Eastnews

Justyna Kozubska-Malec: Poradnik “Droga Kasiu, jak żyć lepiej?” to zbiór listów jakie dostaje Pani od osób, które proszą w nich o pomoc w znalezieniu rozwiązania w najróżniejszych życiowych sytuacjach. Większość listów jest od kobiet, które proszą między innymi o wskazówki jak poprawić różnego typu relacje czy wręcz bezpośrednio pytają co mają robić, by w związku lepiej się żyło. Dlaczego kobiety wciąż znajdują „dziury w całym” i przed partnerami dostrzegają problemy, które mogą zaszkodzić relacjom panującym w ich związku?

Katarzyna Miller: Dlatego, że kobiety bardzo dużo, za dużo oczekują od swojego partnera i od związku. Po internecie od lat krąży długa lista oczekiwań, jakie kobiety stawiają swojemu „wyśnionemu” chłopakowi. Znajdziemy tam między innymi, że „ma być przystojny, ale nie za bardzo”, „bogaty, ale nie może być sknerą”, „czuły, wrażliwy, ale i męski”. To lista takiej dziewczynki, która nim poznała chłopaka, siedziała w domu i marzyła o wielkim, wspaniałym uczuciu, fantastycznej romantycznej miłości. Wyobrażała sobie, że kiedy już pozna tego jedynego, to on spełni jej wszystkie – nagromadzone od dzieciństwa – pragnienia i marzenia. Postawiła przed nim zadania, że ten będzie ją rozumieć we wszystkim tym, w czym rodzice jej nie rozumieli i da to, czego oni jej nie dali. Ponadto zauważy to, czego dotąd nikt nie zauważał i pozwoli zrobić rzeczy, które dotąd były zabronione. Przyzna Pani, że to są zupełnie nierealne oczekiwania, którym nie sprosta żaden mężczyzna. Niestety, nikt tym „dziewczynkom”, a właściwie kobietom tego nie powie, że ich wytyczne są tak naprawdę mrzonkami. 

JKM: Może to wina bajek, które czytali nam rodzice, gdy byłyśmy małe? Może nie znając historii Kopciuszka, Królewny Śnieżki czy księżniczki Fiony, nie marzyłybyśmy o „księciu na białym koniu”? Większość bajek kończy się przecież „happy endem” i stąd my też chcemy, by i nasza historia miłosna tak się skończyła.  

KM: Bajki wcale nie uczą nas takiego myślenia. To totalne przeinaczenie ich funkcji. Dziesięć lat temu napisałam wraz z dziennikarką Tatianą Cichocką książkę pt. Bajki rozebrane, w której „rozebrałyśmy” znane w naszej kulturze baśnie, po to by odnaleźć w nich treści i znaczenia aktualne dzisiaj. W losach wspomnianego Kopciuszka czy w bajce o Jasiu i Małgosi zaklęte są tęsknoty, rozterki, problemy i radości ludzi młodych i starych. W bajkach jest prawda, której często nie dostrzegamy lub nie chcemy dostrzec. Bajki trzeba czytać – tylko czytajmy je ze zrozumieniem. One owszem kończą się pięknym finałem, ale on następuje dopiero w momencie, gdy bohaterowie na to zapracują. W klasykach Andersena czy baśniach Braci Grimm zawsze był morał i puenta pełna życiowej mądrości. Chodziło o przekazanie czytelnikom, że nagroda jest w zasięgu ręki, lecz musimy na nią zapracować i być bardziej konsekwentnym w podjętych działaniach. Bohaterowie muszą wytrwać do końca, nie mogą wycofać się w połowie. Muszą stawić czoła trudnościom i podjąć rękawicę, jaką rzuca im pod nogi życie. 

Zobacz także: Bridezilla moment, czyli jak nie zwariować przed ślubem?

JKM: Rycerz musi zabić smoka, by zdobyć rękę księżniczki.

KM: No tak. Tylko Pani tu znowu, typowo po babsku, wybiera przykład jak to on ją romantycznie chroni. Bajki uczą by w drugiej osobie widzieć nie tylko wad, ale i dostrzegać zalety. Proszę wskazać mi bajkę, w której facet jest przedstawiony jako osoba, która stworzona zostaje tylko do spełniania pragnień kobiety. Nie ma takiej bajki, a jeśli nawet na początku tak się dzieje, to na końcu okazuje się to błędne postępowanie, za które ponosi się przykre konsekwencje. Czytając dzieciom bajki, rodzice powinni widzieć swoje dziecko takim, jakim ono jest naprawdę, nie stawiać przed nim wymagań – często wynikających z niespełnionych własnych ambicji – których może ono nie potrafić lub nie chcieć spełnić. Z tego typu oczekiwań rodzą się później toksyczne relacje, z którymi walczę od lat na terapiach grupowych i indywidualnych. Jeśli rodzic wymaga od dziecka nierealnych działań to nie można się potem dziwić, że ono też chce, by ktoś spełnił jego nierealne oczekiwania, prawda? 

JKM: Rodzice powinni przede wszystkim dziecko kochać, ale to nie zawsze jest takie proste.  

KM: Co to znaczy przede wszystkim kochać?! Czy dziecko traktowane jak przedłużenie rodzica, a nie jako odrębna istota, jest kochane? Na szczęście powoli zmienia się nasze myślenie i próbujemy szukać nowych rozwiązań. Jednak jeszcze dużo przed nami. Moja misja polega na uczeniu kobiet, by wreszcie zaczęły kochać naprawdę. Musimy polubić się wzajemnie. Kobieta może poznać, polubić mężczyznę i zaakceptować fakt, iż zawsze będziemy się od siebie nie tylko fizycznie, ale i mentalnie różnić. Równouprawnienie nie polega na tym, że ona i on są tacy sami, bo nie są. Mamy być sobą zaciekawieni, ale i siebie poznawać. Mężczyźni potrafią i super kochać, i być czuli i wrażliwi, mimo, że są mężczyznami, a wedle stereotypów takie zachowanie jest postrzegane jako niemęskie. A właśnie, że to jest dopiero męskość z prawdziwego zdarzenia. Kobiety natomiast są bardziej świadome swoich praw i nareszcie zaczynają głośno mówić o tym jak powinno się rozumieć partnerstwo.

Ważne, by przestać żądać od drugiej strony, by ta spełniała wszystkie nasze potrzeby, bo to jest głupie. Od tego są znajomi i rodzina, by się z nimi dzielić troskami. Nie zwalajmy wszystkiego na męża czy żonę. Zajmijmy się sobą, oddajmy się swoim hobby, umawiajmy się na spotkania z przyjaciółkami, bo wtedy nie będziemy „głodne” bezustannego oczekiwania od partnera dowodów, że nas kocha. Gdy będziemy żyć własnym życiem to partner będzie nas kochał mocniej i prawdziwiej, niż gdybyśmy cały czas były uwiązane u jego szyi. Jeśli koniecznie musimy wiedzieć, dlaczego przyszedł później do domu, zapytajmy go o to wprost, nie w tonie zarzutu, ale żartobliwie podpytując co się takiego interesującego zdarzyło, że ostatnio tak późno wrócił do domu. Jeśli chcemy przekazać, by mąż następnym razem dawał nam znać, że się spóźni, również powiedzmy mu o tym wprost.

JKM: W świeżym związku zaufanie do partnera jest bardzo kruche i czasem wystarczy mały błąd by stracić je na długi czas. Podobnie jest z zazdrością. Nieraz dopiero, gdy jesteśmy w związku, odkrywamy w sobie pokłady tego nieciekawego uczucia. Wiem, że nie lubi Pani takich pytań, ale cytując tytuł najnowszego poradnika – Droga Kasiu, jak żyć lepiej – pytam jak radzić sobie z zazdrością partnera i mimo jej obecności, budować związek oparty na zaufaniu? 

KM: Jeden z pierwszych moich partnerów był straszliwie zazdrosny… To była męka, bo bardzo go kochałam. Jednak cokolwiek bym nie mówiła i nie robiła, on i tak miał świra, i uważał, że zdradzam go z każdym na prawo i lewo. Dlatego w końcu się z nim rozstałam. Zwyciężył zdrowy rozsądek, bo ja zawsze byłam osobą silną, niezależną i nie chciałam się z nim męczyć. Wszystko zależy od poziomu zazdrości, jaki okazuje nam partner. Jeśli jest to cecha osobowości wynikająca na przykład z niskiego poczucia własnej wartości to trzeba próbować wysłać go na terapię albo pójść razem do psychologa i w jego obecności, powiedzieć mu, że jeśli nie zmieni swojej postawy to go zostawimy, bo jest trudny do wytrzymania. Jeżeli natomiast jest to cecha, którą jesteśmy w stanie wytrzymać, bo w innych kwestiach chłopak jest super, to trzeba wziąć tę wadę w nawias i za każdym razem, konsekwentnie na zaczepki zazdrośnika odpowiadać spokojnym głosem na przykład mówiąc „tylko Ciebie kocham i nikogo innego nie szukam, bo nie chcę”. I trudno, trzeba pogodzić się, że ten człowiek tak ma. Taka osoba strasznie cierpi, ale robi to na własne życzenie, bo nie chce z tym walczyć, a ma pretensje, że nikt nie chce mu pomóc z tego uczucia wyjść.

Zobacz także: Im więcej wydamy na wesele tym szybciej się rozwiedziemy?

JKM: Jak mamy reagować na takie zaczepki? Humorem? 

KM: Pewnie, że tak. W ogóle niczego nie warto demonizować. Humor daje poczucie, że takie zachowanie to nie koniec świata i że można mimo wszystko przeżyć całkiem fajne chwile. Najważniejsze to nauczyć się inteligentnie reagować, a nie prowokować drugiej strony. My możemy to traktować jako zabawę, ale drugiej stronie nie zawsze jest do śmiechu. Musimy nauczyć się wyważać zdania, ale i ważyć słowa. Nie możemy jednak popadać w skrajności. Tego wszystkiego nauczymy się jednak dopiero wchodząc w związek z drugim człowiekiem. Nie ma jednej prostej recepty. Każdy związek musi się dotrzeć i tylko od nas zależy, czy przetrwa on kłótnie czy też nie. Uczmy się być asertywni, mówić jasno, czego oczekujemy od drugiej strony, uczmy się też walczyć o swoje,  jednocześnie będąc przy tym otwartymi na kompromis. Nikt nie powiedział, że bycie w związku jest proste. Podstawą jest komunikacja i rozmowa z drugą stroną. Życzliwa!

A o tym jak być ze sobą 5 lat po ślubie i wciąż być szczęśliwym, posłuchacie też w ostatnim filmie o… rocznicy ślubu Izabeli i jej męża!

Przeczytaj podobne wpisy o tej samej tematyce

To również cię zainteresuje

Wszelkie pytania, uwagi i propozycje dotyczące funkcjonowania serwisu
weddingdream.com
proszę kierować na adres: redakcja@weddingdream.com

Wedding Dream – Izabela Janachowska – Jabłońska | Copyright 2014-2019 | Polityka prywatności