Marry Me In Travel: Tajlandia

320
Fot. Marry Me In Travel
Historię Zoe i Nicka, którą opowiadałam Wam w ubiegłym tygodniu przyjęliście bardzo ciepło (a jeśli z jakiegoś powodu ją przegapiliście to koniecznie musicie nadrobić zaległości TUTAJ). Jak już wiecie, pierwszym przystankiem pary była południowo-wschodnia Azja, a dokładniej Tajlandia- wymarzona destynacja wielu nowożeńców. Muszę przyznać, że sama jestem podekscytowana na tę historię, więc i Was nie będę trzymać w niepewności.

Miasto grzechu 

Zwiedzania nie mogli zacząć nigdzie indziej, niż w Bangkoku, gdzie Nick i Zoe wylądowali po dwudziestogodzinnej podróży. Na szczęście miasto nie wciągnęło ich tak mocno, jak bohaterów filmu Kac Vegas, więc spokojnie mogli poświęcić dwa dni  na poznawaniu jego zabytków- odwiedzili China Town, Wat Arun czy Wat Pho. Jak sami przyznają jedną z największych atrakcji okazało się dla nich jedzenie i nic dziwnego- w końcu Tajlandia słynie z jednej z najlepszych na świecie kuchni. Miasto grzechu podobno żal było opuszczać (wierzę 🙂 ) ale przed nimi był punkt, na który bardzo czekali.

Fot. instagram.com/marrymeintravel

Na ratunek 

Następnym punktem na ich mapie było Elephant Jungle Sanctuary w Chiang Mai. Słonie to jedna z atrakcji turystycznych Tajlandii, jednak w większości miejsc traktowane są po prostu okrutnie tylko po to, żeby wyuczonymi w bólu i strachu „sztuczkami” dostarczyć rozrywki turystom. Sanktuaria takie jak to w Chiang Mai to jedno z nielicznych miejsc na ziemi, gdzie możecie spotkać szczęśliwe Słonie. Zoe i Nick przez dwa dni pomagali wolontariuszom dbać o te niesamowite zwierzęta: razem je karmili i bawili się z nimi. To musiało być fantastyczne doświadczenie! Bardzo im tego zazdroszczę.
Fot. instagram.com/marrymeintravel
Fot. instagram.com/marrymeintravel

Rajskie plaże 

Po tak intensywnym czasie przyszedł czas na odpoczynek i kolejny przystanek na trasie miodowych miesięcy. Phuket- największa i najbardziej popularna wśród turystów wyspa Tajlandii. Urokliwe miejsce swoją dobrą sławę zawdzięcza nie tylko najdłuższej plaży Bangtao Beach, ale także części imprezowej wyspy – Patong. Na tym etapie nowożeńcy byli już tak rozsmakowani w podróży, że nie mogli odmówić sobie małej wycieczki- zdecydowali się zwiedzać Phuket motocyklem, a po trzech dniach przyszedł czas na kolejny środek transportu- prom! Przyznam Wam szczerze, że uwielbiam ten sposób zwiedzania, a Tajlandia, tak jak Seszele, jest do tego wymarzoną destynacją- przybijanie do kolejnych wysepek to naprawdę ekscytująca przygoda. A skoro już o przygodach. Zoe i Nick dotarli na PhiPhi i rozpoczęli eksplorację wyspy. Dzięki łodzi dotarli do trudniej dostępnych zakątków, takich jak Maya Bay- plaży znanej z filmu „Niebiańska plaża” z Leonardo Dicaprio w roli głównej. W końcu przyszedł też czas na jedną z największych tajskich atrakcji- masaż. Taki relaks naprawdę potrafi rozpalić zmysły, więc jeśli tylko macie okazję- nie wahajcie się ani chwili. Musicie tego spróbować.
Fot. instagram.com/marrymeintravel
Fot. instagram.com/marrymeintravel
Fot. instagram.com/marrymeintravel
Nick i Zoe spędzili w Tajlandii dwa tygodnie, i mimo, że starali się ten czas wykorzystać najlepiej jak potrafili, zgodnie deklarują, że chcą tam jeszcze wrócić. Tymczasem czekały na nich kolejne miejsca, które postanowili odwiedzić. Gdzie polecieli prosto z Tajlandii? Dowiecie się już za tydzień!