Walentynki 2022

Kto prowadzi pannę młodą do ołtarza? Ojciec, mąż, a może mama?

Anglosaski zwyczaj prowadzenia córki do ołtarza przez ojca i symboliczne oddanie jej w ręce przyszłego męża na dobre wpisał się w tradycję ślubów. Jednak nie wszystkie panny młode się na to decydują – kilka miesięcy temu Joanna Przetakiewicz była prowadzona do ołtarza przez swoich trzech synów. Natomiast córka Paula Walkera, aktora znanego z „Szybkich i wściekłych”, poprosiła by do ołtarza poprowadził ją Vin Diesel, przyjaciel jej zmarłego kilka lat temu ojca. Równie nieoczywiste wybory dotyczące tego, kto poprowadzi pannę młodą do ślubu zdarzają się częściej, nie tylko wśród celebrytów. Dziś kilka przykładów i powody, którymi kierowały się kobiety, których do ołtarza nie prowadził ojciec.

Ojciec i panna młoda to nie zawsze zgrany duet

Na przejście do ołtarza przy ojcu nie zdecydowała się nasza panna młoda – Marta. Ani ona ani jej ojciec nie są przywiązani do tej tradycji. Marta uważa nawet, że ten zwyczaj może być krzywdzący dla kobiet.

ślub

– Myślę, że takie odprowadzenie kobiety przez ojca i przekazanie jej w ręce przyszłego męża to przedmiotowe traktowanie i umacnianie patriarchatu. Traktuje się kobietę jak własność ojca, to trochę tak jakby ojciec decydował o jej małżeństwie, a nie ona sama. Ja i Mikołaj tworzymy związek, w którym traktujemy się po partnersku i wspólnie podejmujemy decyzje. Już dawno minęły czasy, kiedy decydujący głos należał do mężczyzny i kobieta musiała się po prostu podporządkować, a powracanie do tych czasów jest według mnie po prostu słabe. Mój tata zajął miejsce wśród reszty gości i nie było żadnego problemu, że nie prowadzi mnie do ołtarza.

Czy panna młoda może pójść do ołtarza sama?

Początkowo panna młoda planowała, by zamiast ojca od początku ceremonii w kościele towarzyszył jej przyszły mąż, ale ostatecznie on czekał na nią przy ołtarzu, a przyszła żona dołączyła do niego sama.

– Mikołaj przyjechał do kościoła wcześniej i czekał na mnie przy ołtarzu. Chciałam iść sama, żeby dopiero tam zobaczył mnie pierwszy raz w sukni ślubnej. Uznałam, że nie chcę, by widział mnie przed ślubem. Nie żałuję, że zrezygnowałam z tradycji, wiem, że dla mojego taty to też zbędny zwyczaj o bezsensownej symbolice. Czułam, że tak właśnie będzie „po mojemu”.

Zapytaliśmy nasze obserwatorki na Instagramie kto poprowadzi je do ołtarza? Oto odpowiedzi, jakie uzyskaliśmy.

Kto poprowadzi Cię do ołtarza? Ankieta

Wyniki nie są zaskakujące. Zgodnie z udzielonymi przez Was odpowiedziami najczęściej do ołtarza pannę młodą prowadzi ojciec lub przyszły mąż. Jak widać tradycja wygrywa z nowoczesnością. Pamiętajcie, jednak że to Wasz wybór i żadna opcja nie jest w tym wypadku zła lub niestosowna.

Kobiety mają moc

Ze zwyczaju prowadzenia do ołtarza przez ojca zrezygnowała także Joanna. Jej rodzice rozwiedli się kiedy miała 7 lat i od tej pory jej relacja z ojcem nie była szczególnie bliska.

– Tuż po rozwodzie z mamą ojciec czasami zabierał mnie do kina albo do zoo, ale już kiedy byłam nastolatką coraz mniej się mną interesował i jego rola ograniczała się do płacenia alimentów i wysyłania prezentów na święta albo urodziny. Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek poważnie i szczerze ze sobą rozmawiali, nie pytał o moje pasje ani o plany na przyszłość. Zawsze miał ważniejsze sprawy. Nie mógł iść do ołtarza razem ze mną. Moja mama musiała stać się dla mnie obojgiem rodziców. To ona uczyła mnie samoobrony po tym jak mnie napadnięto. I to do niej dzwoniłam, kiedy po raz pierwszy złapałam gumę jadąc samochodem. Ojciec jest dla mnie jak daleki krewny, a nie najbliższy członek rodziny. Nie chciałam wyróżniać go w dniu ślubu i wesela.

Kiedy Joanna planowała ślub z Adamem, postanowiła, że zaprosi ojca do kościoła, ale nie chciała, żeby prowadził ją do ołtarza. Na pomysł, żeby poprosić o to mamę Joasi wpadł jej przyszły mąż.

– Gdyby to ojciec prowadził mnie do ołtarza, tylko bym się dodatkowo stresowała. Ale nie chciałam też iść sama – czułam, że w takiej chwili przydałaby mi się u mojego boku osoba, która jest dla mnie wsparciem i przy której będzie mi raźniej. Kiedy mówiłam o tym narzeczonemu, zasugerował, że kimś takim jest właśnie moja mama. Na początku uznałam, że to dziwny pomysł, ale przekonał mnie, że od tradycji ważniejsze jest moje samopoczucie. Poza tym mama przez prawie całe życie musiała zastępować mi ojca, więc pomyślałam, że w dniu ślubu także powinna zająć to miejsce.

Mama Joasi początkowo nie była przekonana do tego pomysłu, ale po namowach córki zgodziła się. W dniu ślubu razem przyjechały do kościoła. Kiedy pan młody czekał przy ołtarzu, a one wchodziły do środka mama zobaczyła, jak zestresowana jest jej córka.

Ręce mi się trzęsły, myślałam że zemdleję. Mama kazała mi wtedy chwilę poczekać w wejściu i nagle, z zaskoczenia, kopnęła mnie w tyłek i powiedziała „Masz kopniaka na szczęście” – to mnie tak rozbawiło, że w jednej chwili stres minął i szłyśmy przez kościół z uśmiechami na ustach. Nikt nie zna mnie tak jak ona i nikt inny nie wiedziałby jak mi pomóc w takiej sytuacji. Mama prowadząca mnie do ołtarza to był świetny wybór.

Z kim iść do ołtarza, kiedy ojca nie ma

Paulina także nie była prowadzona do ołtarza przez ojca. Jej tata zmarł na zawał serca kiedy miała 12 lat. Choć od jego śmierci minęła ponad dekada, to przyszła panna młoda wciąż nie mogła pogodzić się z tym, że nie będzie go przy niej w dniu ślubu i że nie zatańczy z nią na weselu.

– Dwa czy trzy miesiące przed ślubem rozmawialiśmy przy rodzinnym obiedzie o tym, kto z kim przyjedzie i kto gdzie będzie siedział na ślubie. Dziadek zauważył, że zrobiło mi się przykro i bezbłędnie odgadł, że myślałam akurat o tym, z kim ja wejdę do kościoła. Zaproponował, że jeśli się zgodzę, to zastąpi swojego syna i poprowadzi mnie do ołtarza. Kiedy to powiedział, rozpłakałam się i oczywiście się zgodziłam.

Dziadek Pauliny zawsze marzył o poprowadzeniu do ołtarza dwóch swoich córek. Obie jednak nie zdecydowały się wyjść za mąż.

– Myślał, że to marzenie już nigdy się nie spełni. A kiedy okazało się, że może poprowadzić mnie do ołtarza, był naprawdę wzruszony. Cieszę się, że mogłam to dla niego zrobić.  

Nietypowy wybór i ważny apel panny młodej

Nie zawsze ojca w tym zadaniu zastępują członkowie rodziny. Kilka miesięcy temu media obiegła wzruszająca historia 28-letniej amerykanki, Diany Donnarumma. Dziewczyna żyje dzięki przeszczepowi jelita, który przeszła w 2017 roku. Dawczynią organów została Heather, młoda kobieta, która zginęła w wypadku samochodowym w Teksasie. Jej narządy, poza Dianą, uratowały jeszcze siedem osób.

Rok po przeszczepie Diana, za pośrednictwem ośrodka transplantacyjnego, skontaktowała się z ojcem dawczyni. Dowiedziała się, że dziewczyna zmarła zaledwie kilka dni przed planowanym ślubem. Postanowiła poprosić ojca Heather, by ten poprowadził ją do ołtarza w dniu jej ślubu. Zgodził się. W dniu ślubu Diana przeszła część drogi do ołtarza z ojcem dawczyni, a drugą część razem ze swoim biologicznym ojcem.

Panna młoda wykorzystała zainteresowanie mediów, by promować transplantację. W dniu ślubu mówiła, że ani jej ani tego ślubu nie byłoby bez decyzji Heather i za pośrednictwem dziennikarzy zaapelowała, aby ludzie zgadzali się oddawać własne narządy w przypadku nieplanowanej śmierci, wtedy tej decyzji nie będą musieli podejmować ich pogrążeni w żałobie bliscy.

Ostatnie zdanie należy do pary młodej

Ani prawo kościelne ani cywilne nie narzuca tego, kto będzie towarzyszył pannie młodej w drodze ołtarza. To jej orszak, a decyzja należy wyłącznie do nowożeńców. Warto wybrać osobę, która jest nam bliska i w tym szczególnym momencie doda odwagi, niezależnie od tego, czy będzie to, zgodnie z tradycją, ojciec, druhna czy ktoś z pozostałych gości weselnych niespokrewniony . A jeśli czujesz, że najlepiej będziesz się czuła w tej chwili sama, to też jest dobry wybór!

Zdjęcie główne: Instagram @meadowwalker

aplikacja ślubna Izabela Janachowska

Dyskusja

Przeczytaj podobne wpisy o tej samej tematyce