Fot. za: unsplash.com/Scott Webb

Światowe trendy w podróżach poślubnych 2016

Od samochodowego road tripu dla zakochanych, po szalony island hopping gdzieś na końcu świata – oto 5 gorących trendów na 2016 rok dla par, które swoją podróż poślubną chcą przeżyć inaczej niż na plaży.

1. Romantyczna podróż samochodowa (lub pociągowa…)
Fot. za: swisstravelsystem.com
Fot. za: swisstravelsystem.com

Otwarta droga, czasem prosta, czasem kręta, pełna cudowności, ale też niespodzianek – trudno o lepszą metaforę wspólnego życia. Kiedyś w tzw. grand tour, czyli wielką podróż po wiedzę i doświadczenie, wyruszali młodzi ludzie z wyższych sfer u progu dorosłego życia. Samochodowa podróż bez jednego miejsca docelowego to świetny pomysł, jeśli oboje lubicie ruch, przygodę, codziennie nowe doznania i chcecie się sprawdzić w sytuacjach, w których do tej pory nie mieliście okazji się sobie poprzyglądać. A że prowadzenie samochodu to także świetna metafora kierowania swoim życiem, uważaj, kto częściej siada za kierownicą!

Polecam: Grand Tour of Switzerland – ta specjalnie wytyczona, okrężna trasa samochodowa po Szwajcarii liczy 1600 km, a jej przejechanie zajmie Wam co najmniej 7 dni. Pokonując alpejskie przełęcze, jadąc wzdłuż brzegów najpiękniejszych jezior, mijając urokliwe wsie i miasteczka, dotrzecie do wszystkich 11 szwajcarskich miejsc z listy UNESCO. (Podobną podróż możecie odbyć motocyklem lub pociągiem).

Czytaj także: Jak zaplanować podróż poślubną, która nie zrujnuje portfela? 5 praktycznych porad

2. Locavore – zachwyt nad lokalnością
Fot. za: unsplash.com/neha deshmukh
Fot. za: unsplash.com/neha deshmukh

Locavore to osoba, która chce jeść żywność wyprodukowaną lokalnie, a nie taką, która pokonuję tysiące kilometrów, a jej wytworzenie sporo kosztuje naszą planetę. To coraz popularniejszy trend wśród osób, które chcą świadomie żyć, więc ostatnio podchwyciła go też branża ślubno-podróżnicza. W duchu locavore powstają nie tylko restauracje, hotele i knajpki, ale też spa i całe pakiety wyjazdów poślubnych (na razie jeszcze głównie za granicą). Ja zachęcam do bycia locavore nie tylko podczas podróży poślubnej, lecz na co dzień.

Polecam: Pobyt na Dolnym Śląsku, np. w którymś z licznych pensjonatów w Dolinie Bobru. Większość ich właścicieli gotuje (nieźle!) głównie z lokalnych, doskonałej jakości produktów. Stylowe miejsca i piękna okolica, wysoki poziom usług, choć i ceny nie najniższe. Warto jednak się tam wybrać po dowód, że nie trzeba wcale jechać daleko, by zakosztować luksusu i luzu, który nowożeńcom się należy.

3. Rejs, ale inny – śródlądowy
Fot. za: unsplash.com/Chris de Wit
Fot. za: unsplash.com/Chris de Wit

Rejsy rzeczne nie są jeszcze tak popularne wśród polskich turystów, jak rejsy oceaniczne, ale niebawem ma to szansę się zmienić. Też oferują maksymalne zwiedzanie przy minimalnym wysiłku, a nawet więcej – ponieważ statki są mniejsze, mogą cumować w małych portach, nie ma też całych dni „na wodzie”. Kiedyś statki do rejsów śródlądowych przegrywały standardem kabin, ale i to się zmienia – wiele z nich oferuje już naprawdę luksusowe warunki. Między kolejnymi postojami zawsze można liczyć na atrakcje na pokładzie (np. degustacje lokalnych produktów i ciekawe wykłady).

Polecam: Statki wycieczkowe w Europie pływają głównie po Renie, Mozeli, Sekwanie, Rodanie, Dunaju, Duero… Można popłynąć np. szlakiem winnic i zamków (wspaniałe widoki nie tylko w porcie, ale przez całą drogę), po drodze zwiedzając średniowieczne miasteczka. To też świetny sposób poznania europejskich stolic.

4. Minimoons – dwa „miodowe miesiące” zamiast jednego
Fot. za: unsplash.com/Larisa Birta
Fot. za: unsplash.com/Larisa Birta

W świecie idealnym podróż poślubna odbywa się zaraz po ślubie (i oczywiście trwa miesiąc!), w świecie realnym nie zawsze da się tak zgrać terminy, by po trudach przygotowań do uroczystości móc od razu wyruszyć na odpoczynek. Dlatego coraz modniejsze stają się tzw. minimoons – najpierw mały wypad tuż po ślubie, a dłuższa podróż nawet pół roku później. Nawet weekend wystarczy, by znów przeżyć gorący romans z już nie chłopakiem czy narzeczonym, a swoim mężem.

Polecam: Wypad do Budapesztu. Nie jest tak zatłoczony jak Praga, Paryż czy Barcelona, a równie piękny i tańszy, bo łatwo dostępny z Polski (tanie loty Wizzair albo nawet Polski Bus). Zatrzymajcie się w legendarnym, stylowym hotelu „Gellert” (jedno wejście do hotelowych łaźni jest w cenie noclegu), zajadajcie ciastkami i torcikami w stylu cesarzowej Sissi i szalejcie na parkiecie w alternatywnym klubie „Szimpla”.

5. YOLO!
Fot. za: unsplash.com/Ariana Prestos
Fot. za: unsplash.com/Ariana Prestos

… czyli „you only live once”. A skoro raz się żyje, to można sobie ten jeden raz zafundować coś naprawdę ekstra: prawdziwe afrykańskie safari, ale nie w Kenii, tylko mniej popularnej, a bardziej dzikiej Botswanie, island hopping na Filipinach, a kto lubi zimno – odkrywanie Grenlandii lub Wysp Owczych. Nie będzie tanio, nie wszędzie będzie ciepło, rodzina może się zdziwić, ale przeżyjecie coś, czego nigdy nie zapomnicie.

Polecam: Wyspy Owcze – dolecicie tam już za 1300 zł w dwie strony przez Kopenhagę, na miejscu niestety jest drożej. Ale za to jak nieziemsko – archipelag regularnie trafia do zestawień najpiękniejszych na świecie. Wrażenia czekają na Was już na początku – niewielki samolot ląduje na krótkim pasie pomiędzy górami, więc to coś dla ludzi o mocnych nerwach. Na Wyspach Owczych żyje tylko 30 tys. ludzi i aż 60 tys. owiec. Zanim wyruszycie, wiecie już przynajmniej, skąd ta nazwa.

I jak? Który z trendów chcielibyście przetestować na sobie?

Czytaj także: Jak zaplanować podróż poślubną i się przy tym… nie rozstać?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email

WIĘCEJ DO ODKRYCIA

Pierwszy taniec: najbardziej wzruszające klipy

Ślub to wydarzenie, które generuje mnóstwo wzruszających sytuacji. Błogosławieństwo, przysięga, życzenia… Wszystkie te elementy z pewnością poruszą nie tylko Was, ale także Waszych gości. Jak się okazuje

30 piosenek na pierwszy taniec

30 piosenek na pierwszy taniec

Pierwszy taniec to obowiązkowy punkt w harmonogramie niemalże każdego wesela. Rozpoczyna zabawę i niejednego gościa doprowadza do łez wzruszenia. Do tego jest też zazwyczaj pierwszym (i być może